sobota, 4 grudnia 2010

Zamach na przeciętność.


Nie był typem intelektualisty, chyba częściej niż książki czytał złote mysli na popękanych kafelkach kibli. Żył jak każdy: między "przed chwilą" i "zaraz", przygwożdżony trzydziestoletnim gwoździem teraz. W zardzewiałym klimacie,posiadając książeczkę zdrowia, dowodzącą jego zaszczepienie na tężec. Jeździł poobijanym golfem, do którego udało mu się wspólnymi siłami ze szwagrem zamontować spoiler, oraz alufelgi z allegro. Podobno gdzieś pracował, ale trudno powiedzieć gdzie. Codziennie przed pracą brał prysznic, zjadał parówki wieprzowe z Lidla, nakładał na wygolonego irokeza nieco żelu, wciskał się w poprzecierane, wyblakłe dżinsy,bluzę w paski i mokasyny, stwarzające wrażenie bazarowego każualu. Po godzinach kupował pierwsze edycje niskonakładowych singli puszczanych na rynek. Podobno miał tego całą piwnicę. Mówił, że kolekcjonuje przyszłą fortunę. Załamał się dopiero kiedy przeczytał w National Geographic, że kompakty rozkładają po 25 latach. Przestał kupować single i przestał kupować National Geographic.
Jego dziewczyna - była tlenioną blondynką, średnio ładną i średnio zadbaną, poznali się na imprezie. Na pierwszy rzut oka wyglądała na kogoś, kto na pulpicie może mieć tapetę z Maćkiem Zakościelnym, prowadzi fan bloga Tańca z Gwiazdami i słucha radia Eska w winampie, ale w bliższym kontakcie sprawiała wrażenie nawet inteligentnej, podobno otarła się o licencjat z administracji. Od tygodnia próbowała mu wmówić, że zaszła w ciążę. Kiedyś będzie czyjąś doskonałą byłą-żoną. Kiedy odeszła wywietrzył tylko pokój i odkapslował ciepłego kenigera. Był zadowolony z siebie, szwagier obiecał załatwić mu pracę w Londynie.

Wychodząc z klatki wcisnął play w ajpodzie. Wybrał "Bittersweet Symphony". Wczuł sie w kawałek.Idąc miał wyjebane na wszystkich, chciał poczuć się jak Ashcroft w clipie.

Zebrał wpierdol już na pierwszym rogu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz