sobota, 4 grudnia 2010

Tik-tak.


Urodziłem się w blasku światła 100 watowej żarówki, rzucanego przez metalową, PRL'owską lampę, żując cynamonowego Big Reda, między chrzęstem temperowanego HB, a monochromatycznością papieru Canson'a, w cenie 21 Polskich, nowych złotych,oraz 45 groszy, za 50 arkuszy, z niesmakiem wiecznego rozczarowania wymówkami ludzi, między kanapką z szynką, zawiniętą w celofan, a walkmanem Sony z kasetą Nas'a, z permanentnym bólem prawej skroni, płynąc od błękitu twoich oczu, przez chaotyczny kurz wypełniający klatki schodowe, pełne dzieciaków inhalujących się butaprenem w latach 90', zapinając wrzynające się w klatkę piersiową pasy bezpieczeństwa Fiata Panda, w kolorze czerwieni pierwszego krwawiącego kolana, po widowiskowym upadku z roweru górskiego, do złota niewielkiej Montany Cans, zdobiącej nocą ściany dworca mokołajów; i z powrotem- odurzony musującym winem w trzecie urodziny, przyglądając się co rano w lustrze swoim wypranym oczom, po nocach spędzonych z książką,lub rozmowach o niczym, w podrzędnych knajpach zadymionych dymem pierwszego Marlboro Light, ze zjednoczonych Niemiec, wypalonego w krzakach za szkołą, tuż przed pocałunkiem w policzek dziennikarki, ówczesnej dolnośląskiej telewizji regionalnej, z dręczącym kacem, przechodząc z miejsca na miejsce, od czasu pierwszego oberwania po pysku, uczucia adrenaliny na huśtawkach, zapachu świeżo mielonej kawy i dotyku mokrego,morskiego piasku pod stopami,przez ekstazę ciał skręconych rozkoszą wspólnego spazmu, do powietrza przesiąkniętego twoim cudownym zepsuciem, unoszącego się nad ugniecioną trawą, na którą mam uczulenie wiosną, z tłem czerni skandynawskich lasów nocą, zdjętym ze sztalug resztek, mojej wypłukanej absyntem wyobraźni. Będę to czuł, nawet kiedy zapomnę, a czas usunie pamięć, równomiernym zimnem tarcia gumki, bo w niej wciąż Twoja skóra będzie jasna, ciągle będzie pachniała cukierkami, a moje niezgrabne palce ciągle będą się po niej ślizgać tą samą trajektorią co zawsze. Każde z nas, czegoś oczekiwało od życia, bo do kurwy nędzy, miało do tego prawo. Wiesz, to nie było aż tak dawno temu, ale sam już czasem nie wiem, czy to wszystko zdarzyło się naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz